wtorek, 28 grudnia 2010

Cymbergaj

Graliśmy z Mrysiem w cymbergaja. 

Żeby oznaczyć bramki wzięliśmy kawałki papieru i przykleiliśmy je do stołu. 
Ja swoją oznaczyłam dwoma małymi kawałkami na rogach, Mrysiek podobnie, tylko pośrodku nakleił duży kawałek papieru. A potem w podskokach, śpiewając  "bramka, bramka" pobiegł do pokoju. 
Wrócił z flamastrem, i na środku swojej bramki narysował, w przybliżeniu, to:


I tak graliśmy w cymbergaja strzelając do bramek logicznych... 


środa, 27 października 2010

Projekty, projekty

Wentylator z myszką do jego obsługi:



Układ scalony do klimatyzatora:


Na poprawę humoru

Przychodzimy odebrać Mrysia od znajomych, gdzie spędzał wieczór. Maurycy leży już w łóżku, ale jeszcze nie śpi.

- Jak się bawiłeś, Mrysiu?
- Niedobrze...
- Niedobrze? Czemu?
- Bo Gosia mi nie dała cukierka na poprawę humoru.
- Oh. A czemu miałeś zepsuty humor?
- Popsuł mi się... przypadkiem.

Następnego dnia rano.

- Jak się spało?
- Dobrze. Ale humor mi się ciągle nie poprawił.
- Czemu?
- Bo ty też mi nie dałaś cukierka na poprawę humoru. 

wtorek, 14 września 2010

Po prostu napisz i wciśnij enter

Rano Maurycy i jego tata sprawdzali w warsztacie jak działa żarówka i co - to bardzo ważne - jest w środku.

Po południu, w domu:
- Tata, obejrzyjmy jak działa żarówka.
- Już dziś oglądaliśmy...
- Obejrzyjmy na komputerze!
- Nie mam na komputerze filmu jak działa żarówka.
- Przecież można napisać program i wcisnąć enter!

No przecież.

sobota, 14 sierpnia 2010

poniedziałek, 26 lipca 2010

Szykowałam się do wyjścia na targ. Przybiegł Maurycy:

- Mamo, ja nie mogę pójść z tobą na targ. Muszę zostać w domu budować wentylator.
Wentylator to takie skomplikowane urządzenie. Ma dużo części!

- Ma duuuuży wiatrak, kabelki... i kółka... i kondensatory... i dużo potencjometrów, i diodę ma! Ale przynieś mi truskawki, dobrze?

sobota, 24 lipca 2010

W brzuchu

W parku słońce nieźle nam przypiekło. Maurycemu zachciało się pić:

- Muszę napić się zimnego soku jabłkowego, bo się przegrzałem.
  Słońce wpadło mi do brzucha, i brzuch się przegrzał!

sobota, 10 lipca 2010

Urządzenie do robienia błyskawic

Dziś Maurycy dostał od taty przełącznik. Potrzebował go do zbudowania samochodu, ale w międzyczasie koncepcja się zmieniła i skonstruowane zostało... urządzenie do robienia błyskawic.

By zbudować urządzenie do robienia błyskawic potrzebujemy:
- przełącznika
- trzech kondensatorów
- tranzystora
- i dużo taśmy klejącej.

Sklejamy i podziwiamy:



Błyskawice od sufitu aż do podłogi :-)

czwartek, 8 lipca 2010

W poszukiwaniu utraconego kamyka

W maju, gdy spacerowaliśmy po warszawskim Nowym Świecie, przydarzyła się prawdziwa tragedia. Ulubiony kamyk, niebieski z dziurką, wypadł z rąk Mrysia prosto do studzienki kanalizacyjnej!
Rozpacz była prze-o-grom-na - aż do Rotundy.

Od tamtej pory często jeździmy na różne plaże nad Pacyfikiem w poszukiwaniu utraconego niebieskiego kamyka z dziurką. Bo ze studzienki droga prowadzi do Wisły, a z Wisły do Bałtyku, a z Bałtyku do Atlantyku, a z Atlantyku mijając przylądek Horn do Pacyfiku, nie?








wtorek, 6 lipca 2010

Laurka

Z okazji babcinych imienin, Maurycy narysował laurkę.
Jeszcze w drodze z przedszkola ustalił, że na laurce będzie burza i wentylator - dwie najważniejsze rzeczy w życiu małego człowieka.



wtorek, 22 czerwca 2010

O słońcu, które trochę wstaje.

Każdy ranek wygląda tak samo.

- Mamo, wstawaj! Słońce już wstało.

A ja posłusznie zwlekam się z łóżka, z zamkniętymi oczyma schodzę na dół, i radośnie rozpoczynam kolejny dzień. Co jakiś czas jednak organizm się buntuje. Próbuję wtedy przemówić Maurycemu do rozumu, sumienia i serca.

- Maurycy, jest środek nocy. O tej porze jeszcze się śpi.

Trzylatek sumienia chyba jeszcze nie ma, serce służy mu jedynie do pompowania krwi, a rozum... rozum wie swoje.

- Nie, mamo. Słońce już wstało! Chodź do mnie do pokoju. Pokażę ci przez okno, że słońce już trochę wstało!

Trzylatek się nie myli. O 5:30 rano słońce już trochę wstaje.

czwartek, 17 czerwca 2010

Stereotypy społeczne

- Mamo, chcę pojechać na wycieczkę do muzeum. Tylko z tatą, ty zostaniesz w domu. Będziesz mogła sobie popisać, albo... albo...
albo poodkurzać!

piątek, 11 czerwca 2010

Na kolei

Przejechaliśmy się kolejką wąskotorową w górach Santa Cruz, a wzdłuż torów rosły sekwoje :-)







niedziela, 18 kwietnia 2010

piątek, 9 kwietnia 2010

Poczytaj mi mamo

- Poczytaj mi mamo, jak działa słońce - powiedział Maurycy leżąc w łóżku - O kółkach zębatych w słońcu.

czwartek, 8 kwietnia 2010

piątek, 26 marca 2010

Point Lobos

I samotne, powiedzmy, drzewo:

środa, 24 marca 2010

Ryż

Maurycy je ryż i jak zawsze opowiada co się dzieje:
- Mahihi je makaron.
- Ryż.
- Ryż to taki mały makaron!

wtorek, 16 marca 2010

San Francisco Museum of Modern Art

a właściwie na dachu tegoż muzeum:



piątek, 5 marca 2010

Nurkowanie

Dziś w kąpieli:
- Maurycy, a umiesz zanurkować?
- Tylko uszoma!
I zanurkował. Najpierw jednym uchem, a potem drugim uchem.

poniedziałek, 1 marca 2010

Maurycy i traszki

Wczoraj pojechaliśmy do starej (ale jeszcze czynnej) winnicy.
W jeziorze, na wzgórzach nieopodal, znaleźliśmy traszki:





I koparkę ;-)

sobota, 20 lutego 2010

Maurycy the farmer


Maurycy the farmer
Originally uploaded by Maja Wakoko
Wczoraj pojechaliśmy do parko-farmy.
Dziwne miejsce - duży park, duży plac zabaw, a w około biegają kurczaki.
Krowy i świnie były już raczej na uboczu:

zdjęcia

Maurycy pakuje

Maurycy idzie w ślady Christo.
Zanim zapakuje w folię aluminiową Reichstag i Pont Neuf, ćwiczy pakowanie gałek od szafek kuchennych:

Image Hosted by ImageShack.us
By majawakoko at 2010-02-20

Maurycy mówi po polsku

Dziś sobota - dzień mycia głowy. Po wyjściu z wanny, poszliśmy do łazienki na górze suszyć włosy suszarką. Światło zapalone było tylko w łazience.

Po wysuszeniu włosów, Maurycy zeskoczył z blatu, i od razu pobiegł zgasić światło. Zapadły ciemności. A Maurycy powiedział:

- Ojej!
- Ciemno!

(Zapalił światło.)

- Musi lepiej widzieć!

(I pobiegł na dół.)

czwartek, 4 lutego 2010

Maurycy mówi po angielsku

Czytaliśmy ostatnio bajkę o kapitanie Palemonie. Pokazałam Mrysiowi rybę na obrazku, i spytałam co to jest. A Maurycy:
- Miss Sohayla mówi na to... miś? Piś? Wiś?!?!?
- Fish?
- Fish!

piątek, 29 stycznia 2010

Maurycy fotografuje

Honorata i Michał w podłej, chińskiej knajpie - niemalże w samym Chinetown w SF.
Trzy godziny wybieraliśmy, gdzie zjemy. Zdaje się, że wybraliśmy najgorsze miejsce w mieście. Ale właścicielka nas niemal siłą wciągnęła, nie było wyjścia ;-)
Za to zdjęcie - moim zdaniem, pierwsza klasa!

piątek, 1 stycznia 2010

Święto dziękczynienia

Święto dziękczynienia spędziliśmy nad Lake Tahoe (http://en.wikipedia.org/wiki/Lake_Tahoe).

Jezioro jest całkiem spore - ma niemal 500 km2 powierzchni, a głebokość nawet 500 metrów. Otoczone jest zaś górami Sierra Nevada. Przełęcz, którą musieliśmy pokonać w drodze do Tahoe City, była położona wyżej niż Rysy :-)

Na wyjeździe przydały nam się czapki i szaliki, bo był śnieg!



Kolację mieliśmy bardzo wystawną:


A wieczorami graliśmy w gry planszowe.
Wycieczki były mocno utrudnione. Okazało się bowiem, że nawet w Kaliforni na niektórych drogach - między innymi na wszystkich drogach wokół Tahoe - wymagane są łańcuchy na koła.

Za to widzieliśmy niedźwiedzia. W południe. Przebiegł nam przed drogę i pobiegł między domy.

Nadrabiamy, nadrabiamy.

Pojechaliśmy z Mrysiem zbierać kamyki nad Pacyfik.
Wg przewodnika na plaży aż roi się od agatów.

Zaparkowaliśmy, przeszliśmy przez wydmy i...
i rozległ się straszny płacz.

Mrysiek, pomimo, że wodę uwielbia, że kocha fontanny, że ulubionym przedmiotem jest koło wodne, że buduje konstrukcje w zlewie, że zmywanie naczyń jest lepszą zabawą niż cokolwiek innego (lepsze nawet niż gry na komputerze), nie jest w stanie znieść
dużych zbiorników wodnych. Pacyfik i wielkie fale to było dla niego za dużo.

Próbowaliśmy go przekonać, ale płacz nie ustawał. Postawiony zaś na ziemię uciekał od razu za wydmy. Uspokoił się dopiero, gdy usłyszał, że wracamy do samochodu.