piątek, 1 stycznia 2010

Nadrabiamy, nadrabiamy.

Pojechaliśmy z Mrysiem zbierać kamyki nad Pacyfik.
Wg przewodnika na plaży aż roi się od agatów.

Zaparkowaliśmy, przeszliśmy przez wydmy i...
i rozległ się straszny płacz.

Mrysiek, pomimo, że wodę uwielbia, że kocha fontanny, że ulubionym przedmiotem jest koło wodne, że buduje konstrukcje w zlewie, że zmywanie naczyń jest lepszą zabawą niż cokolwiek innego (lepsze nawet niż gry na komputerze), nie jest w stanie znieść
dużych zbiorników wodnych. Pacyfik i wielkie fale to było dla niego za dużo.

Próbowaliśmy go przekonać, ale płacz nie ustawał. Postawiony zaś na ziemię uciekał od razu za wydmy. Uspokoił się dopiero, gdy usłyszał, że wracamy do samochodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz