Wczoraj Mrysiek po raz pierwszy w życiu zobaczył deskę do prasowania (ale notka o jest o nim, a nie o moim prowadzeniu domu, więc proszę tego faktu nie komentować ;-)).
Mrysiek ma własne żelazko (ze światełkiem!), a Michał pokazał mu jak na niej prasować.
Siedział więc sobie Mrysiek w kuchni i prasował swoją kołdrę (Mryś budząc się z dziennej drzemki zwykle targa kołdrę do dużego pokoju).
W międzyczasie nagrzał się piekarnik i wstawiliśmy razem pizzę. Jak zawsze, Mryś zapalił światełko w piekarniku.
Co parę minut piekarnik wydawał z siebie "pstryk-pstryk", Mryś zaś - "Oh!". I zaraz odrywał się od prasowania, biegł do piekarnika, zaglądał przez szybkę, przyglądał się uważnie pizzy, i mówił zdecydowanie "Nie!". Po czym biegiem wracał do prasowania.
I tak pięć razy ;-)
no i jak tu nie komentowac..skoro az sie prosisz (a usprawiedliwiajaco dodam, ze czytam bloga dopiero teraz, bo ja zgubilam gdzies link a jacek ciagle zapominal mi przeslac link) - no wiec wcale sie nie dziwie desce, bo byl to pamietam wydatek bezsensowny, bo z powodu wielkich suszarek w pralni, nic nie wymagalo prasowania i deska stala i sie kurzylo. Zelazko w oryginalnym opakowaniu sprzedalismy za dolara na wyprzedazy przed wyjazdem...tak wiec spokojnie i bez kompleksow ;)
OdpowiedzUsuń